Boska moc szeptuchy

Boska moc szeptuchy

Postautor: Elie » 31 sie 2017, 14:28

Boska moc szeptuchy
W tradycyjnej kulturze, której podstawą jest przekaz ustny, słowo traktowane jest z największą powagą. Ma nie tylko pokazywać jakieś znaczenie. Jest rozumiane jako byt ożywiony. Jego użycie jest materialnym działaniem. Może wywoływać różne zdarzenia. Sens tego doskonale oddaje słynne stwierdzenia Waltera Onga, który pisał, że słowa mają moc nad rzeczami.
Obrazek



Właśnie słowa odgrywają kluczową rolę już podczas inicjacji szeptuchy. Ten obrzęd stawania się uzdrowicielem po pierwsze opiera się na przekazie ustnym, po drugie dotyczy formuł słownych, które są głównym przedmiotem przekazu. To one umożliwiają niesienie pomocy wszystkim cierpiącym ludziom. Stają się więc największym kapitałem szeptuchy i podnoszą jej status w lokalnej społeczności.
Każdy uzdrowiciel do leczenia swych pacjentów używa nieco innych tekstów. Ich repertuar jest bardzo zróżnicowany. Obejmuje najpowszechniejsze modlitwy dnia codziennego (Zdrowaś Mario,Ojcze Nasz,Wierzę w Boga), inne mniej znane fragmenty kanonu prawosławnego oraz teksty apokryficzne. Ponadto modlitwy stosowane są zamiennie z tzw. zamowami. Zamowa to rodzaj ludowego rytuału słownego, który ma sprawić, żeby coś się „odstało”, cofnąć to, czyli przywrócić choremu zdrowie. Podczas gdy niektórzy uzdrowiciele do leczenia stosują tylko jedną modlitwę lub dwie (inna dla mężczyzn i kobiet), to większość dysponuje kilkoma tekstami i dostosowuje je do zdiagnozowanego problemu. Jeszcze inni posługują się starymi, rosyjskimi modlitewnikami, gdzie szczegółowy spis setek życiowych problemów wskazuje modlitwy odpowiednie na daną okoliczność.
Są szeptuchy, które odczytują tekst z modlitewników, kartek i odręcznych, gwarowych zapisków, ale te bardziej tradycyjne recytują go z pamięci. Choć czasami są to bardzo długie formuły, zwyczajowo ich struktura jest łatwa do zapamiętania dzięki zastosowaniu licznych zabiegów mnemotechnicznych. Najprościej zauważyć trzykrotne powtórzenia fragmentów lub słów (np. Amen). Warto tu nadmienić, że symbolika cyfry „3” oraz jej wielokrotność wiązana jest z niebem i bogiem, w chrześcijaństwie z Trójcą Świętą. Kojarzona jest też z doskonałością sekwencji początek - środek - koniec. Należy jednak zaznaczyć, że liczby nieparzyste ogólnie wspomagają proces przejścia do innego stanu, tu szczególnie od stanu zdrowia, przez chorobę, na powrót do zdrowia.
Tradycyjna nazwa szeptuchy (dawniej szeptacz lub szeptarz, a za granicą szeptun) sugeruje, że lecznicze teksty należy szeptać. Większość podlaskich uzdrowicieli wcale tak nie uważa. W ich opinii lepiej skoncentrować się na tym, by słowa wypowiadane były powoli, z należną im powagą i przede wszystkim ze szczerą intencją, z życzliwością dla pacjenta. Przepisy dotyczące sposobu leczenia zredukowane są jednak do minimum. Są zbędne, skoro końcowy efekt modlitwy, a więc skuteczność terapii, zdaniem uzdrowicieli zależy od przychylności sacrum, czyli od woli Boga.
Moc leczenia jest więc darem od Boga - oto istota samoświadomości szeptuch. Dzierżenie tak cennego daru traktowane jest jako posługa. Spełnianie jej wymaga dostosowania trybu życia. Większość szeptuch charakteryzuje wyjątkowa pobożność wyrażająca się w obchodzeniu licznych prawosławnych świąt, spełnianiu postów, uczestnictwie w nabożeństwach, czy śpiewie w chórze cerkiewnym. Te sędziwe, ciepłe osoby cechuje też szczera chęć niesienia pomocy innym, która łączy się z poczuciem przyjęcia daru. Podobnie jak nie może on być przez uzdrowiciela marnotrawiony za życia, nie może też zostać zabrany po śmierci do grobu. Sprowadza na niego obowiązek przekazania słów odpowiednio usposobionemu następcy.
Towarzyszące uzdrowicielom poczucie otrzymania boskiego daru określa główną metodę leczenia jako modlitwę, a podstawowy lek jako boże słowa lub święte słowa. W przekonaniu osób pobożnych modlitwa zawsze przynosi ulgę w cierpieniu. Natomiast słowo boże z jednej strony traktowane jest jako najpotężniejsza broń, która niszczy wroga, czyli zło wywołujące chorobę; z drugiej strony uznawane jest za łagodny oraz bezpieczny środek leczniczy. Nie da się go przedawkować. Najlepiej wyraża to powszechna, stale powtarzana i utrwalana w społecznej świadomości prawda - „nie poszkodzi, a może i pomoże”.
Wiara w Boga, powszechna wśród mieszkańców Podlasia, wciąż daje szeptuchom szerokie grono odbiorców. Na trwałość tych uzdrowicielskich praktyk wpływa także tradycyjność utrzymujących się tu poglądów dotyczących zdrowia i leczenia. Dawniej intensywna działalność szeptuch podyktowana była również licznymi społeczno-kulturowymi ograniczeniami w dostępie do oficjalnej służby zdrowia. Dziś częściej dzieje się przeciwnie, trwałości praktyk sprzyjają coraz większe możliwości dotarcia do poważanych uzdrowicieli. Z kolei szeptuchom poczucie pełnienia posługi nakazujące udzielić pomocy każdemu zgłaszającemu się pacjentowi, niezależnie od jego wyznania, moralności, czy majętności.

Małgorzata Anna Charyton
mgr etnologii, doktorantka
Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UAM

Charyton MA. Oblicza „chorób ludowych” w kulturze podlaskich Białorusinów. w: J. Jurkiewicz red. Białorusini - Historia i kultura. Szreniawa 2010.
Charyton MA. Szeptuchy - tradycja żywa. Współcześni uzdrowiciele ludowi na Podlasiu. w: D. Penkala-Gawęcka red. Nie czas chorować? Zdrowie, choroba i leczenie w perspektywie antropologii medycznej. Poznań 2010.

Charyton MA. Współczesna medycyna ludowa na Podlasiu - oczyma szeptuch. w: A. Anczyk red. Medicina magica. Oblicza medycyny niekonwencjonalnej. Sosnowiec 20119

https://www.umb.edu.pl/medyk/polecane/s ... _szeptuchy
W życiu wszystko ma swoja cenę. Musisz tylko rozważyć czy chcesz ją zapłacić.

BARDZO PROSZĘ O WERYFIKACJĘ WRÓŻB
Awatar użytkownika
Elie
Administrator
 
Posty: 30139
Rejestracja: 07 mar 2009, 03:00
Podziękował : 1897 razy
Otrzymał podziękowań: 1558 razy
Płeć: Kobieta
Znak zodiaku: Rak
Droga życia: 1

Boska moc szeptuchy

Postautor: Elie » 31 sie 2017, 14:32

Leki szeptuchy
Współczesne szeptuchy dysponują dość prostym zestawem leków i metod. O ziołolecznictwie wiedzą tyle, co przeciętni mieszkańcy ich wsi. Przyczyna tkwi w tradycji. Szeptuchy są spadkobierczyniami pokoleń podlaskich znachorów, czyli lekarzy ludu.

Obrazek



Dawniej ludowi „pomagacze” dzielili się na kilka grup specjalistów - podobnie jak dzisiejszy personel medyczny. Przykładowo kowale służyli chłopstwu za dentystów. Wioskowe akuszerki były pielęgniarkami i położnymi zarazem. Ludowych zielarzy w znacznej mierze zastąpili współcześni farmaceuci. Wreszcie podlaskie szeptuchy są spadkobierczyniami pokoleń tutejszych znachorów, czyli lekarzy ludu. Z tej tradycji wywodzi się dzisiejsza specyfika ich działalności oraz zestaw wykorzystywanych metod i środków. Dlatego też o ziołolecznictwie wiedzą tyle, co przeciętni mieszkańcy ich wsi.
Nie znaczy to, że szeptuchy nie używają środków pochodzenia naturalnego. Przeciwnie, niemal wyłącznie takie stosują. Do niedawna tylko takie były na wsi dostępne. Tylko takie mogły służyć tu w nagłej potrzebie do ratowania zdrowia i życia. Dziś w powszechnym użyciu jest woda, cukier i chleb (ew. ciastko), czasem też mak. Zawsze są pod ręką i łatwo wydzielać z nich kolejne porcje leku. Wszystkie one mają szerokie prozdrowotne zastosowanie. Same w sobie właściwie nie są lekami. Zaczynają nimi być dopiero w rękach szeptuchy. Wówczas stają się nośnikami ozdrawiającej mocy. Właśnie dzięki nim tę moc pacjent może zabrać ze sobą do domu - dla siebie lub kogoś z bliskich.
Charakter współczesnej medycyny ludowej szeptuch wyznacza jednak przede wszystkim zakres zwalczanych przez nie chorób. Wszak domeną uzdrowicieli jest walka z tym, czego lekarze nie uznają. To głównie pięć chorób, o których opowiadałam w ostatnich miesiącach - wiatr, przestrach z urokiem, róża oraz nerw-kołtun. Z tego zapotrzebowania w terapii pojawiają się środki o szczególnym przeznaczeniu. Będą to kolejno popiół drzewny, wosk pszczeli, pakuły lniane oraz surowa owcza wełna. Tradycyjnie łatwo dostępne, dziś sprawiają nieco kłopotu samym uzdrowicielom. Silnie zakorzenione w terapii nie wychodzą jednak z użycia.
Popiół drzewny to sposób na przewianie. Wykorzystująca go metoda ma charakter mieszany, diagnostyczno-leczniczy. Popiół pozyskuje się na bieżąco z kuchennego pieca i umieszcza w szklance. Szklankę szczelnie owija białą, lnianą chustką (łatką) i obraca do góry dnem. Popiołem wielokrotnie obwodzi się ciało, szczególnie chore miejsce. Na zakończenie szklankę się odwraca i rozwija chustkę. Analizuje się spękania i nierówności w bryle popiołu. Większa ilość i głębokość bruzd świadczy o cięższej chorobie. Jest też wskazaniem do powtarzania wizyty. Brak wyrwy dowodzi, że dolegliwości nie są związane z wiatrem, a przyczyn cierpienia należy szukać gdzie indziej.
Użycie wosku pszczelego również ma wymiar diagnostyczno-leczniczy. Najlepiej sprawdza się w przypadku zwalczania przestrachu (a więc i uroku). W małym garnku wosk ogrzewa się na płycie kuchennego pieca. Roztopiony przelewa się do drugiego garnuszka z zimną wodą, opartego o głowę pacjenta. Na podstawie kształtu zakrzepłego wosku orzeka się o nasileniu oraz przyczynie lub sprawcy przestrachu. Zabieg można zastosować kilkukrotnie. Wosk stopniowo wyciąga wówczas to, co odpowiada za złe samopoczucie chorego. Przy kolejnych powtórzeniach staje się zatem coraz gładszy.
Podobną funkcję spełnia len, gdy spala się go na okrytej chustką głowie. By len się zajął, zbliża się woskową cienką świeczkę - nigdy zapałkę czy zapalniczkę. Wielkość płomienia, gwałtowność spalania i wysokość unoszenia pozwalają na ocenę nasilenia problemu, a także ocenę terapeutycznej skuteczności zabiegu. Ponadto len jest niezastąpiony w walce z różą. Wówczas procedura różni się w wielu szczegółach. Przede wszystkim spala się go nad częścią ciała objętą zmianami skórnymi. Chore miejsce okrywa się lnianą, koniecznie białą lub czerwoną chustkę. W obu wariantach kluczowe jest jednak odpowiednie przygotowanie lnu. Wykorzystuje się surowe pakuły, wydziela z nich kilka włókien i kształtuje je w trzy (ew. dziewięć) bardzo luźne gałki, czyli kłębki.
Ostatnim środkiem leczniczym charakterystycznym dla medycyny ludowej szeptuch jest wełna - koniecznie surowa, wyprana jedynie. Nie bierze ona udziału w specjalistycznych zabiegach, lecz podobnie jak woda lub cukier, zabierana jest przez pacjenta do domu. Nie ma też tak szerokiego zastosowania, jak wspomniane środki. Dedykowana jest wyłącznie chorym na nerw-kołtun. Porcję wełny dzieli się na trzy części. Każdą częścią przez trzy dni okłada się miejsce objęte chorobą (ból, paraliż). W przypadku objawów uogólnionych wełnę umieszcza się na noc pod głową.
Jaka siła kryje się w tych symbolicznych przedmiotach i zabiegach? Dlaczego właśnie w rękach szeptuchy owe środki zyskują leczniczą moc? Powody, dla których stosowana przez podlaskich uzdrowicieli ludowych medycyna może być skuteczna, wyjaśnię już w następnym miesiącu.

Małgorzata Anna Charyton
mgr etnologii, doktorantka
Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UAM
W życiu wszystko ma swoja cenę. Musisz tylko rozważyć czy chcesz ją zapłacić.

BARDZO PROSZĘ O WERYFIKACJĘ WRÓŻB
Awatar użytkownika
Elie
Administrator
 
Posty: 30139
Rejestracja: 07 mar 2009, 03:00
Podziękował : 1897 razy
Otrzymał podziękowań: 1558 razy
Płeć: Kobieta
Znak zodiaku: Rak
Droga życia: 1

Boska moc szeptuchy

Postautor: Elie » 31 sie 2017, 14:35

Od kołtuna do raka
Temat kołtuna obejmuje co najmniej kilkadziesiąt chorób i dolegliwości, a powiązania między nimi słusznie uznano przed laty za istny węzeł gordyjski. Fascynujące, że na Podlasiu - jak dowodzą badania wśród szeptuch - przetrwał on do dziś w postaci kompleksu przekonań, jakim jest syndrom nerw-kołtun.

Obrazek


W tym artykule zajmę się jedynie kołtunem. W medycynie opatrzono go nawet łacińską nazwą Plica polonica. Natomiast w ramach etnologii opisano go jako kompleks gościec-kołtun.
Kołtunna terenach całej Europy występował dość powszechnie przez długie epoki, ale w XIX w. był już coraz rzadszy. Na Zachodzie odchodził w niepamięć znacznie szybciej. Ostatni spór uczonych dotyczył jego ostatecznego zaniku. Pod koniec tamtego stulecia jedni z ulgą stwierdzali, że na naszych terenach niemal przeszedł już do historii. Inni donosili, że na Podlasiu wciąż jest powszechny. Władysław Kopaliński zanotował, iż „w pewnych odległych zakątkach kraju” kołtun przetrwał do początków XX w. Etnografowie wciąż jeszcze natykali się na niego w połowie ubiegłego wieku. W 2012 r., pół godziny jazdy samochodem od Białegostoku, miałam szczęście oglądać na głowie dwa najprawdziwsze kołtuny z włosów.
Szeptuchy za najistotniejsze objawy tej choroby ludowej uważają paraliże, guzy i bóle o zmiennym umiejscowieniu. Bóle dotyczą szczególnie głowy, kości i brzucha. Natomiast charakterystyczne zbijanie się włosów na głowie współcześnie obserwuje się rzadko. Co ciekawe, dawniej też nie było ono nieodłącznym symptomem przebytej choroby. Za inne typowe objawy uznawano wtedy miejscowe obrzęki, różnego rodzaju rany i zmiany skórne, szczególnie gdy pojawiały się w nich robaki i włosy.
Współczesny syndrom nerw-kołtun ma zdaniem szeptuch dwojaką etiologię. Przede wszystkim może być efektem stresu, a także swoistym powikłaniem przestrachu. Ten z kolei jest skutkiem silnych przeżyć. Już ponad sto lat temu na wschodzie Polski przyczynę kołtuna opisywano podobnie, a było nią jakiekolwiek silne wstrząśnienie. Nim się pozna istotę mechanizmu chorobotwórczego, można być zaskoczonym, odkrywając zestaw czynników wywołujących owo wstrząśnienie. Zaliczano do nich działanie kogoś lub czegoś, a w tym ujrzenie drażniącego koloru, poczucie odoru, spożycie lub wypicie jakiegoś paskudztwa i tym podobne wzdrygające drobnostki.
Drugi rodzaj etiologii wciąż nawiązuje dziś do przeziębienia i wiatru, o którym opowiadałam w zeszłym miesiącu. Od wieków zwracano uwagę na to, że chory noszący kołtun powinien unikać zimna, a także wilgoci i wody. Jego dolegliwości nasilały się przed i podczas deszczu, a nieokrywanie głowy przy wychodzeniu na zewnątrz mogło doprowadzić wprost do tragedii. Przecież wiatr wiązano też z siłami zła. Za główne przyczyny choroby kołtunowej uważano właśnie działalność diabła, czary wiedźmy, klątwy, a nawet różne pozornie błahe, nie intencjonalne zdarzenia kojarzone z zaświatami. Obecnie te magiczne wątki raczej już wygasają.
Jaki mechanizm wiąże tu przyczyny i objawy? Wiele wyjaśniają dawne opisy. Szeroka gama wspomnianych czynników chorobotwórczych doskwiera nie tyle organizmowi chorego, co pewnemu stworzeniu w jego wnętrzu. Chodzi o żyjątko naturalnie bytujące w ciele każdego człowieka. Przymilnie nazywano je niegdyś gościem lub gośćcem. Do pewnego stopnia gościec był synonimem choroby w ogóle albo też określeniem grupy nieco zawężonej do dziesiątek chorób reumatycznych. Dziś stał się potocznym określeniem kojarzonym głównie z reumatoidalnym zapaleniem stawów.
Będąc w stanie równowagi to nasze wewnętrzne żyjątko nie czyni gospodarzowi żadnej szkody, jest neutralne. Niestety jest też bardzo delikatne, wrażliwe i łatwo je „wzburzyć”, „zruszyć”, czy też „ruszyć”. Zależnie od indywidualnych preferencji wielu rzeczy może „nie lubić”. Wówczas przekształca się z neutralnego w bardzo szkodliwe. Spłoszone zaczyna „chodzić po ciele” w poszukiwaniu drogi ucieczki. To dlatego w różnych częściach ciała pojawiają się podobne dolegliwości. Na nieszczęście chorego raz pobudzone do aktywności żyjątko staje się jeszcze bardziej drażliwe. Obchodzenie się z nim wymaga wówczas ogromnej delikatności, a w żadnym wypadku pośpiechu. Trzeba wtedy bardzo ostrożnie dobierać czas, miejsce, ilość oraz rodzaj stosowanych środków i metod. Niewłaściwe postępowanie oznacza dalsze podrażnianie i jeszcze szybsze dojrzewanie. Najważniejsze, by nie dopuścić do ostatecznego dojrzenia tego stworzenia w ciele chorego, bo gospodarzowi grozi to śmiercią.
Okazuje się, że tym, czego współczesne żyjątko wybitnie nie lubi, są różnego rodzaju interwencje, takie jak zastrzyki, biopsje i operacje. To powoduje, że pacjenci rozpoznając w swoich dolegliwościach oznakę uaktywnienia się ich wewnętrznego żyjątka, wspomnianych zabiegów będą się obawiali w sposób szczególny. Pośpiech wskazany w stanach naglących lub grożących rozwojem nowotworu nie będzie dla nich argumentem - przeciwnie, może zwiększać ich lęk.
Z tej perspektywy kołtun na głowie wydaje się być błogosławieństwem dla chorego. Zbijający się samoistnie lub zakładany celowo pozwala wewnętrznemu stworzeniu powoli wydostawać się na zewnątrz. Tym samym przynosi ulgę, a w odpowiednim momencie usunięty, kładzie kres cierpieniom pacjenta.
Dziś względy estetyczne i higieniczne zniechęcają jednak mieszkańców Podlasia do noszenia kołtunów. Pewne zakazy i nakazy odwołujące się do natury gośćca praktykuje się nadal, choć nie zawsze świadomie, a część przekonań zanika. Tymczasem szeptuchy podkreślają, że osób cierpiących na nerw-kołtun przybywa. Już w tym momencie stanowią najliczniejszą grupę wśród ich pacjentów.

Małgorzata Anna Charyton
mgr etnologii, doktorantka
Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UAM
W życiu wszystko ma swoja cenę. Musisz tylko rozważyć czy chcesz ją zapłacić.

BARDZO PROSZĘ O WERYFIKACJĘ WRÓŻB
Awatar użytkownika
Elie
Administrator
 
Posty: 30139
Rejestracja: 07 mar 2009, 03:00
Podziękował : 1897 razy
Otrzymał podziękowań: 1558 razy
Płeć: Kobieta
Znak zodiaku: Rak
Droga życia: 1

Re: szepty, szepty...zdejmowanie chorób, uroków, klątwy

Postautor: Elie » 31 sie 2017, 14:37

Syndrom nerw-kołtun
W tym rozbudowanym kompleksie przekonań zawiera się uwspółcześniana przez szeptuchy tradycyjna psychologia ludowa. Rozpięta jest pomiędzy sześć pojęć: gościec, kołtun, przestrach, urok, nerw i stres.

W zeszłym miesiącu nakreśliłam obraz kołtuna - choroby ludowej, która jest przejawem aktywacji istoty uśpionej w ludzkim ciele. Dawniej to żyjątko nazywano gośćcem. Dziś chorobotwórczy mechanizm podrażniania szeptuchy odnoszą do zdenerwowania, nerwów,nerwu, nerwa. W nerwie dostrzegają cechy ożywionej istoty, której nie wolno ruszyć, bo gdy czegoś nie polubi, spowoduje dotkliwe i groźne dolegliwości.
Od wieków największe ryzyko ruszenia nerwu stwarza przestrach. Lęk, przelęk albo perelok to dzisiaj na Podlasiu wciąż bardzo częsta choroba, obserwowana szczególnie u bardzo małych dzieci. Jak w przypadku kołtuna jej sprawcą zwykle też jest istota, lecz całkiem zwyczajna - pies albo człowiek, który zaskoczy swoją gwałtownością. Inną przyczyną może być przerażające zdarzenie losowe, jak pożar, wypadek samochodowy czy dramatyczna kłótnia. Powstający wówczas przestrach jest nagłym wzburzeniem zmysłów. Po jakich objawach można go rozpoznać? Szeptuchy określają to jasno - po takich samych jak urok.
Urokto z kolei jeszcze jedna choroba ludowa należąca do zestawu tych pięciu najważniejszych, których zwalczanie jest domeną podlaskich tradycyjnych uzdrowicieli. Urok, czyli złe oko to będący skutkiem aktu urzekania stan urzeczenias prowadzący do zniweczenia kogoś (także czegoś). Tutaj sprawcą oczywiście także jest istota, ale w tym przypadku zawsze ludzka. Jeden człowiek może pouroczyć drugiego na trzy sposoby.
Po pierwsze uroczy ten, kto ma uroczne oczy, a więc złe oczy. Niweczy wówczas nieświadomie, a więc nieumyślnie oraz niepostrzeżenie. Ta jego niekontrolowana przypadłość wywodzi się z wczesnego dzieciństwa i zachowywana jest aż do śmierci. Po drugie, przez roztargnienie, pouroczyć może dosłownie każdy, kiedy bezpośrednio chwali. Urok pada wtedy na chwalonego za sprawą substancjalnej mocy słów. Raz wypowiedziane słowa stają się tak samo namacalne i dokuczliwe, jak osiadający na wszystkim kurz. Stanie się podobnie, gdy ktoś intensywnie się przygląda, choćby obserwowany obiekt wzbudzał w nim pozytywne uczucia. Czyjeś gapienie się tak łatwo wywołuje w nas niepokój i wyzwala reakcję obronną właśnie dlatego, że łączy się z zagrożeniem utraty zdrowia lub mienia. Po trzecieuroczy człowiek zły, złośliwy, zazdrosny lub mający świadomość swych złych oczu, czyli taki, który umyślnie koncentruje nieżyczliwe myśli, słowa i spojrzenia na obiekcie swej agresji.
Zarówno przestrach, czyli nagłe wzburzenie zmysłów, jak i urok, a więc przypadkowe bądź celowe zniweczenie skutkują takimi samymi objawami chorobowymi. Charakteryzuje je niepokój, bezsenność, ból brzucha oraz ogólne, postępujące w czasie osłabienie, które w skrajnych przypadkach prowadzi nawet do śmierci. Dzieci takie złe samopoczucie dodatkowo sygnalizują uporczywym płaczem.
Szeptuchy zwracają jednak uwagę na to, że podobne symptomy mogą być też przejawem uaktywniającego się nerwu, dlatego łatwo się pomylić. Wspólną cechą wszystkich trzech chorób jest potencjalna działalność wewnętrznej lub zewnętrznej istoty. Stąd też wywołana nią podobna reakcja, która wiedzie od napięcia psychicznego do bólu somatycznego. Z tego powodu objawy nie odgrywają w diagnostyce tych syndromów tak dużej roli, jak rozpoznanie czynnika etiologicznego.
Zawarta w tych trzech lokalnych, podlaskich syndromach, tak tradycyjnie pojmowana psychologia ludowa doczekała się dziś uaktualnienia, jakim jest stres. Szeptuchy przekonane są, że jest on równie ważną przyczyną uaktywniania nerwu, co przestrach. Zdaje się, że różni je głównie okres działania, w przypadku stresu wyraźnie rozłożony w czasie. Jego źródło uzdrowiciele widzą we wszelkich trudnych przeżyciach. Jego skutki wiążą ze zwiększonym ryzykiem pojawiania się wielu dolegliwości. Pogarszając ogólną złą kondycję człowieka może stawać się więc bezpośrednim lub pośrednim czynnikiem zachorowania.
Dzięki temu, że jego chorobotwórczy mechanizm działania jest tak zawiły i tak zindywidualizowany, współczesny stres z powodzeniem zastępuje tradycyjnego, ale kapryśnego gośćca. Oba służą za ostrzeżenie, wskaźnik wyznaczający granicę odporności każdego człowieka na nieprzewidywalne lub naprzykrzające się sytuacje.
W przyszłym numerze wyjawię wreszcie tajniki podlaskiej medycyny ludowej praktykowanej przez szeptuchy. Opowiem o stosowanych przez nie środkach i symbolach leczniczych oraz podstawowych technikach terapeutycznych.

Małgorzata Anna Charyton
mgr etnologii, doktorantka
Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UAM
W życiu wszystko ma swoja cenę. Musisz tylko rozważyć czy chcesz ją zapłacić.

BARDZO PROSZĘ O WERYFIKACJĘ WRÓŻB
Awatar użytkownika
Elie
Administrator
 
Posty: 30139
Rejestracja: 07 mar 2009, 03:00
Podziękował : 1897 razy
Otrzymał podziękowań: 1558 razy
Płeć: Kobieta
Znak zodiaku: Rak
Droga życia: 1

Boska moc szeptuchy

Postautor: Elie » 31 sie 2017, 14:41

Róża z wiatru
Antropologia szeptuch skupiona jest wokół zwalczanych przez nie problemów zdrowotnych. Chcąc rozpatrywać je naukowo, jako antropolog, posługuję się koncepcją choroby ludowej (ang. folk illness). To taki kompleks symptomów, który choć nie jest zdefiniowany przez medycynę w postaci jakiejkolwiek jednostki chorobowej (por. ang. medically unexplained symptoms, MUS), istnieje w przekonaniach oraz praktyce danej społeczności lokalnej. W środowisku szeptuch rozpoznałam pięć głównych chorób ludowych, z czego największa liczba uzdrowicieli specjalizuje się w leczeniu cierpiących z powodu róży oraz wiatru.

Wiatr od niepamiętnych czasów przyprawiał człowieka o dreszcze, a przyczyn tego było wiele. Przede wszystkim budził instynktowny niepokój, jako złowrogi zwiastun nadciągającego nowego – czegoś nieznanego, a więc potencjalnie niebezpiecznego. W sposób szczególny obawiano się niesionej z wiatrem choroby, zarazy, tak zwanego morowego powietrza. Ponieważ jednoczenie istniała głęboka wiara w moc raz wypowiedzianych słów, z czasem ukuto znane nam do dziś powiedzenie nie rzucaj słów na wiatr. Oznacza to tyle, że obawiano się też niesionej z wiatrem klątwy. Wreszcie wiatr zyskał diabelskie oblicze w formie trąby powietrznej. Nie sposób pominąć tu jeszcze prozaicznego chłodu, jaki po krótkiej chwili przenika ciało nieszczęśnika wystawionego na zimny wiatr. Trzeba dodać, że zgodnie z ludową racjonalnością wszystkie wspomniane elementy mogły być mechanizmem powstawania choroby.
Do dziś w świadomości Podlasian zachowała się głównie ta ostatnia własność wiatru. Cechuje nas jednak niespotykana u mieszkańców innych części kraju obawa przed wiatrem i szczególna wrażliwość na przeciąg w pomieszczeniach i pędzących pojazdach. Dlaczego przewiani nieraz szukamy pomocy właśnie u szeptuch? W przeciwieństwie do lekarzy ci uzdrowiciele ludowi mogą zabezpieczyć chorego przed działaniem złych mocy tradycyjnie łączonych z wiatrem. O tym jak to robią opowiem już innym razem.
Szeptuchy, zależnie od używanej gwary, stosują wiele synonimicznych nazw tej wiatrowej choroby. Najczęściej spotykałam takie określenia, jak cug,cugowe i przewianie oraz skwoźniák, spryszczenie, swędziaczka, wiater, wiatry, wiecier i wiétrynka. W pojęciu szeptuch symptomy przewiania obejmują bóle o różnym umiejscowieniu i nasileniu, a z czasem też dotykający zwykle szyi i kończyn charakterystyczny ich zdaniem paraliż, przypominający porażenie nerwu. Opowiadano mi nieraz o objawach tak silnych, że w krótkim czasie prowadziły do śmierci zaniedbanego chorego. Szeptuchy przestrzegają przed takim zadawnieniem choroby. Niezwłoczna wizyta u mieszkającego w pobliżu uzdrowiciela ma więc ogromne znaczenie – zwłaszcza, że właściwe rozpoznanie przewiania nie jest łatwe. Powód to mnogość odniesień łączących wiatr z innymi chorobami. Wyraża się to we wspomnianej wielowymiarowej etiologii, w mnogości nazw odwołujących się do rozmaitych objawów oraz do ich nieswoistości. Szeptuchy rozpoznają chorobę dzięki doświadczeniu pokoleń uzdrowicieli. Jeśli symptomy są niejednoznaczne, zastosują leczenie o charakterze ogólnym. Przynosi choremu ulgę niezależnie od problemu, z jakim się zgłosił.
Właśnie wiatr szeptuchy uważają za jedną z przyczyn chorób skóry, w tym szczególnej odmiany róży. Róża znana jest tu również pod takimi nazwami, jakróżyczka, ohník, roza i wysypka. Nie należy mylić jej z różą, łac. Erysipelas, ani różyczką, łac. Rubella. Kojarzona jest z pojawiającą się w różnych miejscach na ciele wysypką, zaczerwienieniem lub zaognieniem skóry, ewentualnie opuchlizną. Rzadziej łączona jest z niegojącymi się ranami o różnym charakterze. Jej pozornie jasne przyczyny, czyli wiatr, woda i przeziębienie, to czynniki mechanizmu chorobotwórczego niezwykle trudnego do wyjaśnienia zdaniem współczesnych szeptuch.
Choć uzdrowiciele są przekonani, co do istnienia odmian róży, w praktyce często pomijają ich rozpoznanie – i kłopotliwe, i zbędne już w chwili leczenia. Choremu łatwiej to odgadnąć, o ile pamięta okoliczności kontaktu z niepokojącym czynnikiem. Cóż jednak z tego, skoro sam wiatr (a podobnie i woda) może kryć w sobie tak wiele różnorodnych niebezpieczeństw. Stąd podział odmian róży (przykładowy, nie jedyny) na tę od wiatru, od wody, suchą, gnoją i nasłaną nie upraszcza rozpoznania choroby, lecz jest świadectwem zawiłości problemu.
Jeszcze przed wojną róża była powszechna w całej Polsce. Nawet dziś spotyka się ją w innych częściach kraju. Zależnie od regionu szczególny charakter i inny zestaw odmian znacznie różnicuje rozumienie problemu. Jestem przekonana, że w poglądach dotyczących tego syndromu chorobowego wyraża się coś w rodzaju lokalnej dermatologii ludowej. To z kolei jest ważnym czynnikiem kształtującym świadomość naszego ciała, z którą udajemy się na wizytę do lekarza dermatologa.
Kolejnym tekstem otworzę obszerną, wielowątkową dyskusję na temat kołtuna, raka i stresu oraz dawnych i współczesnych powiązań między nimi. Chodzi o ów kołtun, znany z czasem pod nazwą łac. Plica polonica, który od wieków był w środowisku medyków osią sporów na temat higieny i zdrowia.
Małgorzata Anna Charyton
Mgr etnologii, doktorantka, Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UAM
W życiu wszystko ma swoja cenę. Musisz tylko rozważyć czy chcesz ją zapłacić.

BARDZO PROSZĘ O WERYFIKACJĘ WRÓŻB
Awatar użytkownika
Elie
Administrator
 
Posty: 30139
Rejestracja: 07 mar 2009, 03:00
Podziękował : 1897 razy
Otrzymał podziękowań: 1558 razy
Płeć: Kobieta
Znak zodiaku: Rak
Droga życia: 1

Boska moc szeptuchy

Postautor: Elie » 31 sie 2017, 14:46

Szeptuchy - w roli głównej
Spadkobiercy niepisanej wiedzy, metody i problemy zdrowotne, którym racji bytu odmawiano wieki temu - to świat, jaki wciąż jednak istnieje tuż obok nas. O tym wszystkim opowiem w cyklu artykułów dotyczących współczesnej podlaskiej medycyny ludowej. Zapraszam na wyprawę do krainy szeptuch!

To one wystąpią w rolach głównych. Badaczowi zaś przypada rola drugoplanowa, nieco niewdzięczna, ale też trudna do ukrycia. Antropologia kulturowa jest nauką społeczną. Wyróżnia ją szczególna metodologia badań jakościowych. Umożliwia ona dogłębne poznanie przekonań i praktyk każdej niemal grupy ludzi. Antropologia medyczna, subdyscyplina tej pierwszej, dotyczy natomiast przekonań i praktyk odnoszących się do ciała, zdrowia, chorób i leczenia.
Od adepta tej dziedziny, który sam staje się głównym narzędziem badawczym, wymaga się długiego, bezpośredniego kontaktu z lokalną społecznością. W zamian za wytrwałość i odwagę, by wypróbować na sobie wszystko, co możliwe, nieraz dane mu jest widzieć i słyszeć rzeczy, o istnieniu których mało komu wiadomo. Mnie wolno było podglądać najsłynniejsze szeptuchy z okolic Hajnówki i Bielska Podlaskiego.
Piszę tu szeptuchy, by zaznaczyć, że chodzi o szczególnych uzdrowicieli ludowych, działających jedynie na Podlasiu. Badania dowodzą jednak, że jest to określenie na wskroś dwuznaczne. Podczas gdy jedni łączą je z zagrożeniem, inni kojarzą z ostatnim wręcz ratunkiem. Przyczyn podobnych sprzeczności szukać należy w przekonaniach głęboko zakorzenionych w naszej kulturze. Wyjątkowe zdolności od wieków wszak budzą podziw, ale i obawę.
W codziennej mowie funkcjonuje jeszcze drugie określenie - „babka”. W tym kontekście używa się go równie często, co szeptucha. Oba są jednak trochę mylące, bo sugerują płeć żeńską. Tymczasem mniej więcej co czwarty uzdrowiciel jest mężczyzną, poważanym zresztą nie mniej, niż jego koleżanki po fachu. Średnia wieku w tym środowisku sięga aż 70 lat. Nie jest to bynajmniej dziełem przypadku. Owo sędziwe grono nie funkcjonuje w pośpiechu właściwym młodszym pokoleniom. Dorosłe dzieci, a nawet wnuki, skromna emerytura po latach pracy na roli i spokojne życie na wsi to powody, dla których właśnie ci starsi ludzie mogą poświęcić swój czas na przyjmowanie chorych i potrzebujących. Co ciekawe, większość z nich posługuje się na co dzień jedną z miejscowych gwar oraz zalicza się do białoruskiej mniejszości etnicznej i prawosławnej mniejszości religijnej. Przy pomocy tych oto wskaźników najłatwiej określić zasięg zjawiska. Jednocześnie zgłaszający się do szeptuch ludzie, to grupa pod wieloma względami znacznie bardziej zróżnicowana.
Niegdyś na Podlasiu, podobnie jak na rozległych obszarach Słowiańszczyzny, pośród ludu leczeniem zajmowali się między innymi zielarze i znachorzy oraz akuszerki, a także kowale. Jednak to tu, na pograniczu, jeszcze całkiem niedawno swoją szeptuchę miała niemal każda wieś. W większych wsiach działało nawet kilka jednocześnie, a poszczególne mogły specjalizować się w nieco innym zakresie, zajmować się innymi chorobami ludowymi. Było tak chociażby w słynnej Białowieży.
Dziś przeciętna wieś podlaska pustoszeje. Wielu ludowych specjalistów odchodząc na spoczynek nie znajduje już następcy. Gdy brak sposobów, by dochować ten niepisany nakaz, tradycja urywa się gwałtownie. Pomimo tego w naszym regionie szeptuch jest obecnie nadal więcej, niż lekarzy niektórych specjalności. Całkowitą liczbę tych uzdrowicieli szacuję na kilkadziesiąt. Ów barwny i intrygujący fenomen wyróżnia Podlasie na tle kraju.
Warto zatem zgłębić kilka kluczowych zagadnień związanych z fenomenem szeptuch. W niniejszym cyklu poruszę kwestie tożsamości uzdrowicieli, źródeł ich mocy oraz stosowanych metod i środków leczniczych. Poprzedzę to natomiast charakterystyką swoistych problemów zdrowotnych, w rozwiązywaniu których szeptuchy się specjalizują. W najbliższym numerze opowiem o tzw. „róży” i „przewianiu”. Wskażę ich liczne synonimy oraz przybliżę modele wyjaśniające tych częstych chorób ludowych.
Jednocześnie zapraszam Państwa do dyskusji, zachęcam do dzielenia się swoimi uwagami oraz do przesyłania pytań!
Małgorzata Anna Charyton


Małgorzata Anna Charyton- magister etnologii i geograf, doktorantka w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Interesuje się przyrodą i kulturą Podlasia, a w szczególności medycyną ludową. Specjalizuje się w rzadko uprawianej na polskim gruncie antropologii medycznej. Szeptuchami naukowo zajmuje się od 5 lat. Obecnie prowadzi na Podlasiu badania nad różnorodnością przekonań i praktyk dotyczących „nerwów” oraz „stresu”. Kontakt: chary@amu.edu.pl

https://www.umb.edu.pl/index.php?s=14366
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego postu.
W życiu wszystko ma swoja cenę. Musisz tylko rozważyć czy chcesz ją zapłacić.

BARDZO PROSZĘ O WERYFIKACJĘ WRÓŻB
Awatar użytkownika
Elie
Administrator
 
Posty: 30139
Rejestracja: 07 mar 2009, 03:00
Podziękował : 1897 razy
Otrzymał podziękowań: 1558 razy
Płeć: Kobieta
Znak zodiaku: Rak
Droga życia: 1


Wróć do Czarostwo

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości

serwis laptopów serwis komputerowy informatyk Acer Apple Asus Dell Fujitsu HP, Compaq Lenovo MSI Packard Bell Prestigio Samsung Sony Toshiba LG eMachines naprawa tabletów Augustów Bielsk Podlaski Siemiatycze Hajnówka Suwałki Łapy Łomża Wasilków Wysokie Mazowieckie