Felinoterapia

Felinoterapia

Postautor: Elie » 10 lut 2012, 19:10

Jedną z najmilszych i najciekawszych form terapii jest terapia ... kotem. Można by powiedzieć z polska: „kototerapia”. Po koniach i psach, które mają zbawienny wpływ na chore dzieci, przyszła kolej na koty. Przeciętnemu obywatelowi wierzyć się nie chce, ze te dumne i aroganckie zwierzęta mogą wcielić się w terapeutów. Zazwyczaj nie dają się niczego uczyć, ani tresować, a ich wyuczone umiejętności ograniczają się do korzystania z kuwety, co zresztą wynika z ich naturalnej czystości. A jednak...

Odkąd wyprowadziłam się od rodziców, zawsze mam w domu jakiegoś kota lub kotkę. Zazwyczaj jest to porzucona przez kogoś znajda, jakiś dachowiec przyniesiony do domu przez męża lub któreś z dzieci. Przez wiele lat zdążyłam poznać te magiczne zwierzęta, ale też nauczyłam się doceniać ich kojący wpływ. Koty wyciszają, uspokajają, działają lepiej niż najlepsze środki psychotropowe. Koty rozbawiają, rozśmieszają swoimi „hopsankami” i nie pozwalają nam martwić się lub tkwić w smutnych rozważaniach. Koty wreszcie swoim mruczeniem harmonizują nas wewnętrznie. Kot jest zatem najskuteczniejszym środkiem antydepresyjnym, ktory polecam wszystkim potrzebującym dobrego lekarstwa.

Namacalnie doświadczyła takiej terapii moja znajoma, która mieszkając samotnie, znalazła się któregoś dnia w stanie głębokiej depresji. Trwało to do chwili, kiedy przybłąkał się do niej mały bezdomny kociak. Odtąd jej życie nabrało sensu: codziennie ktoś budził ja miauknięciem i lizaniem po ręce. Po powrocie do domu na progu spotykała uradowaną jej wejściem istotkę, która miłośnie ocierała się o jej nogi. Kiedy siedziała smutna, kociak zaczynał toczyć w jej kierunku piłeczkę, wykonując przy tym szereg zabawnych podskoków lub wpadając w poślizg na wypolerowanej podłodze. Moja znajoma zaczęła się śmiać po raz pierwszy od wielu pozbawionych radości dni... Dzisiaj jest zdrowa, a jej terapeutka dostojnie i z wyższością spogląda na nas z kanapy ruszając leniwie końcem ogonka.

Z ogromnym rozrzewnieniem wspominam historię, kiedy moja córka została na kilka dni sama w domu. W tym czasie przeżyła jakieś przykre doświadczenie, z powodu którego zwinęła się w kłębek na łóżku i straszliwie płakała. Nasz kot przyszedł oczywiście do niej, po czym próbował ułożyć się jej na głowie. O tyle zaskakujące, ze nie zwykł kłaść się nigdy w tym miejscu. Córka domyśliła się, ze kot w ten sposób próbuje dotrzeć do miejsca, w którym skupia się negatywna energia – w tym przypadku emocje rozpaczy i żalu. Niemniej usiłowania kota rozbawiły ją i uspokoiły. Poczuła też, ze tak naprawdę wcale nie jest sama, że ma obok siebie czułego i wrażliwego terapeutę.

Koty są stosowane również w celach socjoterapeutycznych. Zauważono bowiem, ze koty wpływają pozytywnie na osoby odbywające karę pozbawienia wolności. Konieczność karmienia kota, głaskanie go, opieka, przytulanie się do kota powoduje, ze człowiek odnajduje w sobie mnóstwo pozytywnych emocji. Proces resocjalizacji przy pomocy kota przynosi oczekiwane rezultaty, których w innym przypadku - jak wiemy - nie notuje się zbyt często... Zaskakujące, ale potwierdzone doświadczalnie.

Mój ulubiony rudy kot (widoczny na zdjęciu) z niezwykłym wyczuciem układał się na nas szczególnie wtedy, kiedy coś nam dolegało. Oczywiście zawsze wybierał tą część naszego ciała, która bolała. Nie wiem, skąd to wiedział, ale zawsze trafiał w dziesiątkę. Kiedy poleżał dłuższą chwilę poddając nas uzdrawiającej wibracji mruczeniem, choroby znikały...

Jest to zjawisko charakterystyczne dla wielu kotów. Układają się zazwyczaj tam, gdzie znajduje się chory, bolący narząd. Znam historię kotka, który uparcie układał się na zaatakowanym przez nowotwór miejscu w ciele swojej pani. Po paru zaledwie tygodniach nowotwór zniknął. Czy to była zasługa wyłącznie kota - nie wiem... Nie wykluczam jednak takiej możliwości.

Chociaż dumne i niezależne koty rzadko kojarzą się z uzdrawiająca mocą, maja jej w sobie mnóstwo. Maja tez w sobie niezwykły barometr, dzięki któremu wyczuwają jaka cześć naszego ciała najbardziej domaga się pomocy i zwiększonej dawki energii. Koty działają podobnie jak paprotki: lokują się w tym miejscu, gdzie energia jest zaburzona, zabrudzona, uszkodzona i ściągają na siebie tą zabrudzona energię. Dobrze jest, jeśli kot może wychodzić na zewnątrz i spacerować po trawie. Wówczas w swoisty sposób "uziemia" się, czyli odprowadza nagromadzona zła energie do ziemi. Koty, które nie wychodzą z domu są narażone na chorobę, ponieważ mogą mieć problem z oddaniem negatywnej energii. Pamiętajmy o tym i wypuszczajmy - wyprowadzajmy nasze koty na zewnątrz, jeśli widzimy, ze lubią sie na nas układać.

Oczywiście są i sprytne leniwe koty, które nigdy nie wejdą nam na kolana ani nie przytula się do nas. Nie zamierzają ściągać z nas szkodliwej energii i w ten sposób chronią również siebie. Taki kot może spokojnie spać całymi dniami na kanapie, ponieważ uziemianie nie jest mu potrzebne.
Jedną z najmilszych i najciekawszych form terapii jest terapia ... kotem. Można by powiedzieć z polska: „kototerapia”. Po koniach i psach, które mają zbawienny wpływ na chore dzieci, przyszła kolej na koty. Przeciętnemu obywatelowi wierzyć się nie chce, ze te dumne i aroganckie zwierzęta mogą wcielić się w terapeutów. Zazwyczaj nie dają się niczego uczyć, ani tresować, a ich wyuczone umiejętności ograniczają się do korzystania z kuwety, co zresztą wynika z ich naturalnej czystości. A jednak...

Odkąd wyprowadziłam się od rodziców, zawsze mam w domu jakiegoś kota lub kotkę. Zazwyczaj jest to porzucona przez kogoś znajda, jakiś dachowiec przyniesiony do domu przez męża lub któreś z dzieci. Przez wiele lat zdążyłam poznać te magiczne zwierzęta, ale też nauczyłam się doceniać ich kojący wpływ. Koty wyciszają, uspokajają, działają lepiej niż najlepsze środki psychotropowe. Koty rozbawiają, rozśmieszają swoimi „hopsankami” i nie pozwalają nam martwić się lub tkwić w smutnych rozważaniach. Koty wreszcie swoim mruczeniem harmonizują nas wewnętrznie. Kot jest zatem najskuteczniejszym środkiem antydepresyjnym, ktory polecam wszystkim potrzebującym dobrego lekarstwa.

Namacalnie doświadczyła takiej terapii moja znajoma, która mieszkając samotnie, znalazła się któregoś dnia w stanie głębokiej depresji. Trwało to do chwili, kiedy przybłąkał się do niej mały bezdomny kociak. Odtąd jej życie nabrało sensu: codziennie ktoś budził ja miauknięciem i lizaniem po ręce. Po powrocie do domu na progu spotykała uradowaną jej wejściem istotkę, która miłośnie ocierała się o jej nogi. Kiedy siedziała smutna, kociak zaczynał toczyć w jej kierunku piłeczkę, wykonując przy tym szereg zabawnych podskoków lub wpadając w poślizg na wypolerowanej podłodze. Moja znajoma zaczęła się śmiać po raz pierwszy od wielu pozbawionych radości dni... Dzisiaj jest zdrowa, a jej terapeutka dostojnie i z wyższością spogląda na nas z kanapy ruszając leniwie końcem ogonka.

Z ogromnym rozrzewnieniem wspominam historię, kiedy moja córka została na kilka dni sama w domu. W tym czasie przeżyła jakieś przykre doświadczenie, z powodu którego zwinęła się w kłębek na łóżku i straszliwie płakała. Nasz kot przyszedł oczywiście do niej, po czym próbował ułożyć się jej na głowie. O tyle zaskakujące, ze nie zwykł kłaść się nigdy w tym miejscu. Córka domyśliła się, ze kot w ten sposób próbuje dotrzeć do miejsca, w którym skupia się negatywna energia – w tym przypadku emocje rozpaczy i żalu. Niemniej usiłowania kota rozbawiły ją i uspokoiły. Poczuła też, ze tak naprawdę wcale nie jest sama, że ma obok siebie czułego i wrażliwego terapeutę.

Koty są stosowane również w celach socjoterapeutycznych. Zauważono bowiem, ze koty wpływają pozytywnie na osoby odbywające karę pozbawienia wolności. Konieczność karmienia kota, głaskanie go, opieka, przytulanie się do kota powoduje, ze człowiek odnajduje w sobie mnóstwo pozytywnych emocji. Proces resocjalizacji przy pomocy kota przynosi oczekiwane rezultaty, których w innym przypadku - jak wiemy - nie notuje się zbyt często... Zaskakujące, ale potwierdzone doświadczalnie.

Mój ulubiony rudy kot (widoczny na zdjęciu) z niezwykłym wyczuciem układał się na nas szczególnie wtedy, kiedy coś nam dolegało. Oczywiście zawsze wybierał tą część naszego ciała, która bolała. Nie wiem, skąd to wiedział, ale zawsze trafiał w dziesiątkę. Kiedy poleżał dłuższą chwilę poddając nas uzdrawiającej wibracji mruczeniem, choroby znikały...

Jest to zjawisko charakterystyczne dla wielu kotów. Układają się zazwyczaj tam, gdzie znajduje się chory, bolący narząd. Znam historię kotka, który uparcie układał się na zaatakowanym przez nowotwór miejscu w ciele swojej pani. Po paru zaledwie tygodniach nowotwór zniknął. Czy to była zasługa wyłącznie kota - nie wiem... Nie wykluczam jednak takiej możliwości.

Chociaż dumne i niezależne koty rzadko kojarzą się z uzdrawiająca mocą, maja jej w sobie mnóstwo. Maja tez w sobie niezwykły barometr, dzięki któremu wyczuwają jaka cześć naszego ciała najbardziej domaga się pomocy i zwiększonej dawki energii. Koty działają podobnie jak paprotki: lokują się w tym miejscu, gdzie energia jest zaburzona, zabrudzona, uszkodzona i ściągają na siebie tą zabrudzona energię. Dobrze jest, jeśli kot może wychodzić na zewnątrz i spacerować po trawie. Wówczas w swoisty sposób "uziemia" się, czyli odprowadza nagromadzona zła energie do ziemi. Koty, które nie wychodzą z domu są narażone na chorobę, ponieważ mogą mieć problem z oddaniem negatywnej energii. Pamiętajmy o tym i wypuszczajmy - wyprowadzajmy nasze koty na zewnątrz, jeśli widzimy, ze lubią sie na nas układać.

Oczywiście są i sprytne leniwe koty, które nigdy nie wejdą nam na kolana ani nie przytula się do nas. Nie zamierzają ściągać z nas szkodliwej energii i w ten sposób chronią również siebie. Taki kot może spokojnie spać całymi dniami na kanapie, ponieważ uziemianie nie jest mu potrzebne.


Jadwiga.Flaszman-prosperita
W życiu wszystko ma swoja cenę, musisz tylko rozważyć czy chcesz ją zapłacić.
"Kto jest bez grzechu niech pierwszy rzuci kamieniem."

BARDZO PROSZĘ O WERYFIKACJĘ WRÓŻB
Awatar użytkownika
Elie
Administrator
 
Posty: 30471
Rejestracja: 07 mar 2009, 03:00
Podziękował : 1963 razy
Otrzymał podziękowań: 1659 razy
Płeć: Kobieta
Znak zodiaku: Rak
Droga życia: 1

Re: Felinoterapia

Postautor: xMoni7 » 10 lut 2012, 22:31

O tak! wiele jest prawdy w tym artykule. Sama miałam masze kotów, swego czasu aż 9 :shock: To jest niesamowite jak taki kot potrafi zneutralizować te negatywne energie. Może to zabrzmi dość dziwnie, ale to jest według mnie też dobry sposób na oczyszczanie swojej struktury energetycznej, wiadomo, że nie działa to w 100% ale zawsze coś pomaga. Do tego kociaki faktycznie zawsze układają się w miejscu, gdzie tak naprawdę odczuwa największe blokady, największe skupiska negatywnych energii. :)
"Dobrze widzi się tylko sercem, najważniejsze jest niewidzialne dla oczu"
"Ścieżek i dróg jest wiele, cel tylko jeden - Miłość"
Awatar użytkownika
xMoni7
Forumowicz do entej
 
Posty: 3672
Rejestracja: 01 lis 2011, 18:25
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 0 raz
Płeć: Kobieta
Znak zodiaku: Waga
Droga życia: 1

Re: Felinoterapia

Postautor: Elie » 10 lut 2012, 22:37

Zgadzam się.
Też zauważyłam że np.kot lubi miejsca na których pies nigdy nie uśnie,nie wybierze jako miejsce do spania.
Odwrotność wiele nam mówiąca.
Tzw.psiarze,dzięki swoim pupilkom,mogą ocenić które miejsca w naszych mieszkaniach są bezpieczne.
W życiu wszystko ma swoja cenę, musisz tylko rozważyć czy chcesz ją zapłacić.
"Kto jest bez grzechu niech pierwszy rzuci kamieniem."

BARDZO PROSZĘ O WERYFIKACJĘ WRÓŻB
Awatar użytkownika
Elie
Administrator
 
Posty: 30471
Rejestracja: 07 mar 2009, 03:00
Podziękował : 1963 razy
Otrzymał podziękowań: 1659 razy
Płeć: Kobieta
Znak zodiaku: Rak
Droga życia: 1

Re: Felinoterapia

Postautor: xMoni7 » 10 lut 2012, 23:26

O tak Ellie. Koty bardzo często układają się w miejscach gdzie przebiegają w ziemi cieki wodne i promieniują w naszym mieszkaniu. Uważam, że one sypiając w takich miejscach bardzo często też je neutralizują.

Kiedyś na podstawie spania mojego kota zaobserwowałam przemieszczanie się cieku wodnego pod naszym domem. Po prostu kot, zawsze kładł się w miejscu gdzie to wyczuwał i w ciągu kilku tygodni to miejsce swojego spania minimalnie zmieniał, aż w końcu spał przy samej ścianie. Pewnego dnia po prostu przestał sypiać w tym miejscu i znalazł inne. Dlatego odnoszę wrażenie, że tamten ciek wodny jakoś przemieścił się i tak jakby wyszedł z pod naszego domu. To jest niesamowite co tam wewnątrz naszej ziemi się dzieje.

Bardzo często też moje koty lubiły spać w zlewie, bo tam dużo rurek i odpływów wody.

Co do psiaków, to one bardzo często siedzą w miejscach gdzie się nauczą. Jak mama przyniosła mi psiaka, to pod biurkiem zrobiłam mu posłanie i teraz przyzwyczaił się do tego miejsca. Jest już większy i nie mieści się, a i tak się tam pcha. :)
"Dobrze widzi się tylko sercem, najważniejsze jest niewidzialne dla oczu"
"Ścieżek i dróg jest wiele, cel tylko jeden - Miłość"
Awatar użytkownika
xMoni7
Forumowicz do entej
 
Posty: 3672
Rejestracja: 01 lis 2011, 18:25
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 0 raz
Płeć: Kobieta
Znak zodiaku: Waga
Droga życia: 1

Re: Felinoterapia

Postautor: Olenka74 » 11 lut 2012, 08:58

Ja mam kotkę, ale niestety jest ona bardzo dzika, drapie i gryzie wszystkich, nawet mnie. Niewiem dlaczego ona taka jest, może ktoś ma pomysł co zrobić, żeby choć trochę złagodniała, bo widze, że jest tu dużo kociarzy :D :D
Awatar użytkownika
Olenka74
Gawędziarz
 
Posty: 684
Rejestracja: 17 gru 2011, 16:17
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 0 raz
Płeć: Kobieta
Znak zodiaku: Ryby
Droga życia: 3

Re: Felinoterapia

Postautor: Imira » 11 lut 2012, 21:05

Znajomi maja kota o imieniu Bianczi ...
Duzy, czarny, dostojny kot :D Bardzo go lubie.
Chodzi wlasnymi drogami, na ktorych ma duzo przygod z innymi kocurami,
czesto wraca z "bojek", podrapany, lub z wyszarpana sierscia.
Ponoc w poblizu mieszkaja dwa kocurki i jedna - ladna - kotka.
Kiedy jestesmy u nich w odwiedzinach, Bianczi dochodzi do mnie, ociera sie o moje nogi, mruczy...
Widze, ze "wita" mnie. Czuje sie taka wyrozniona :lol:
Znajoma jest za kazdym razem tym faktem zdziwiona,
gdyz Bianczi do nikogo nie dochodzi, i nikomu nie pozwala sie glaskac. Poprostu, zaraz ucieka.
Pewnego razu znajoma powiedziala, ze cos nam pokaze ...
Nalozyla jedzenie do miseczki i zawolala Bianczi.
Kocurek przyszedl, pomialkiwal i krecil sie wokol pani.
Znajoma powiedziala - "Biancz, powiedz mama", zaczelismy sie smiac.
Ona jednak kilkakrotnie powtarzala, kotek mialczal - "mial, mial", a my sie smialismy...
Po krotkim naleganiu pani, uslyszelismy - ma-ma, ma-ma ... !
To bylo niesamowite, siedzielismy i sluchalismy z niedowierzeniem.
Bianczi dostal swoja miseczke i z apetytem palaszowal smakolyki.
I kotka mozna nauczyc mowic ... ;) :lol:
Pozdrawiam. :D
Imira
 

Re: Felinoterapia

Postautor: Imira » 12 lut 2012, 16:53

To nie jest Bianczi, ale rowniez mowi ma-ma ;) :D

http://www.youtube.com/watch?v=hXyJ_5yF ... re=related
Imira
 

Re: Felinoterapia

Postautor: Imira » 05 wrz 2012, 21:31

Okazuje sie, ze kotki nie tylko umieja "mowic", ale do tego uprawiaja yoge :lol:

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Imira
 

Re: Felinoterapia

Postautor: Bender » 05 wrz 2012, 21:49

Jejku - dlaczego wcześniej nie widziałam tego tematu...?! Terapia kotem, to coś, co lubię :usmiech:
Bite my shiny, metal ass...
Awatar użytkownika
Bender
Wciąż tu siedzę
 
Posty: 4134
Rejestracja: 28 sty 2012, 20:21
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 2 razy
Płeć: Kobieta
Znak zodiaku: Bliźnięta
Droga życia: 7

Re: Felinoterapia

Postautor: Imira » 06 wrz 2012, 15:39

Nianiu - czy to nie jest przypadkiem Twoj ? 5f221c1d03e23

Obrazek
Imira
 

Następna

Wróć do Różne odłamy medycyny naturalnej

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości

serwis laptopów serwis komputerowy informatyk Acer Apple Asus Dell Fujitsu HP, Compaq Lenovo MSI Packard Bell Prestigio Samsung Sony Toshiba LG eMachines naprawa tabletów Augustów Bielsk Podlaski Siemiatycze Hajnówka Suwałki Łapy Łomża Wasilków Wysokie Mazowieckie