SPQR. Historia starożytnego Rzymu

SPQR. Historia starożytnego Rzymu

Postautor: Fredzia » 05 gru 2016, 17:50

Zaskakująca, napisana ze swadą historia starożytnego Rzymu.

SPQR to skrót, którym Rzymianie określali swoje państwo: Senatus PopulusQue Romanus (senat i lud rzymski). Starożytny Rzym w dalszym ciągu definiuje nasze wyobrażenia o świecie i o nas samych, od szczytnych teorii po wulgarne żarty. Stanowi fundament zachodniej kultury i polityki.

SPQR. Historia starożytnego Rzymu


autor: Mary Beard
przekład: Norbert Radomski

Obrazek


SPQR to skrót, którym Rzymianie określali swoje państwo: Senatus PopulusQue Romanus (senat i lud rzymski). Starożytny Rzym w dalszym ciągu definiuje nasze wyobrażenia o świecie i o nas samych, od szczytnych teorii po wulgarne żarty. Stanowi fundament zachodniej kultury i polityki.
SPQR to świeże spojrzenie na rzymską historię. Mary Beard, zaliczana do czołowych filologów klasycznych na świecie, zgłębia nie tylko, w jaki sposób niewiele znacząca italska wioska zdołała podporządkować sobie olbrzymie terytoria na trzech kontynentach, ale też – co sami Rzymianie myśleli o sobie i swych dokonaniach i dlaczego wciąż są dla nas ważni. Autorka w niniejszej opowieści, zakończonej na roku 212, kiedy to cesarz Karakalla obdarował wszystkich wolnych mieszkańców imperium obywatelstwem rzymskim, ukazuje sylwetki Rzymian słynnych i zapomnianych; rzuca nowe światło na podstawy rzymskiej kultury, od niewolnictwa po kwestię bieżącej wody, w szerszym kontekście imperium analizując tak ważne i dziś zagadnienia, jak demokracja, spory religijne, migracje, mobilność społeczna i wyzysk.
informacja wydawcy










Rzym: Wieczne Miasto czy gród kryminalistów?
Podręczniki lub "Asterix"

Wiedza dotycząca starożytnego Rzymu, którą dysponuje większość z nas, pochodzi zazwyczaj z dwóch źródeł. Pierwsze z nich to szkolne podręczniki, proponujące nam okrojoną wersję historii i chętnie posługujące się skrótami myślowymi. Wedle podręcznikowej wykładni, czołowe postaci Imperium Romanum to wyzwoliciele ludu, którzy nieśli poprzez Europę kaganiec oświaty i upowszechnili znaną nam dziś prawdę, iż każdy obywatel państwa jest równy wobec prawa i zasługuje na odpowiednie traktowanie. Drugie źródło naszej wiedzy to oczywiście komiksowe dzieła Rene Goscinny'ego i Alberta Uderzo dotyczące przygód dzielnych Galów - Asteriksa i Obeliksa - wadzących się z okrutnymi, bogatymi, ale i nieco głupawymi Rzymianami, notorycznie otrzymującymi od przedstawicieli dzielnego plemienia nauczkę.

Naród z lupanaru

Choć spory dotyczące genezy poszczególnych państw i mitów założycielskich danych narodowości mogą nam się wydawać domeną świata współczesnego, przodowali w nich również starożytni Rzymianie. Historia wilczycy, która zaopiekowała się bliźniakami Romulusem i Remusem nastręczała mieszkańcom imperium sporo problemów. Pomijając bratobójczy charakter legendy, wątpliwości budził fakt, że wedle opowieści pierwszymi mieszkańcami Rzymu byli kryminaliści, którym jeden z braci zapewnił azyl. Przez lata starano się złagodzić niezbyt chlubną wymowę mitu - interpretowano go jako sygnał, że stolica przyszłego imperium jest miastem otwartym i (jak nazwalibyśmy to dziś) multikulturowym.

Jako że w czasach starożytnych mity traktowano bardzo dosłownie, sceptycyzm budził fakt, że wilczyca zdecydowała się podjąć opiekę i wykarmić przypadkowo napotkane dzieci rodzaju ludzkiego. Niektórzy sugerowali jednak, że słynna "matka" bliźniaków była w istocie... prostytutką: "Łacińskie słowo oznaczające wilczycę ("lupa") było zarazem potocznym określeniem prostytutki (słowem "lupanar" nazywano burdel). Czy nie mogło być tak, że to nie dzikie zwierzę, ale miejscowa prostytutka znalazła bliźnięta i wzięła je pod opiekę? Bez względu na to, kim lub czym była lupa, wkrótce na chłopców natrafił życzliwy pasterz i zabrał ich do siebie. Czy prostytutka była jego żoną? - zastanawiał się Liwiusz".

Najgorszy poeta w Rzymie

Cycerona, jednego z najważniejszych Rzymian w historii, zapamiętaliśmy jako doskonałego mówcę, którego umiejętności retoryczne potrafiły zmienić bieg dziejów. Beard wspomina, że jego słynne słowa: "Jak długo jeszcze nadużywać będziesz, Katylino, naszej cierpliwości?", pochodzące z obrad dotyczących spisku uknutego przez wspomnianego arystokratę, na stałe weszły do tradycji politycznej. Jako dowód autorka przytacza choćby przykłady wykorzystywania ich podczas współczesnych demonstracji i ich popularność wśród użytkowników Twittera, którzy podmieniają nieszczęsnego "Katylinę" na nazwiska polityków, których - delikatnie mówiąc - nie cenią.

Niewielu z nas wie jednak, że ów wybitny mówca był również poetą. Co istotne - raczej kiepskim: "(...) Równie frapującym i może jeszcze bardziej zaskakującym zabytkiem jest fragment długiego poematu, który Cyceron napisał dla uczczenia swych dokonań jako konsula; nie zachował się on w całości, był jednak wystarczająco sławny, lub niesławny, by przeszło siedemdziesiąt linijek z niego przetrwało w formie cytatów u innych antycznych pisarzy oraz w późniejszych dziełach samego Cycerona. Jest wśród nich jedna z najgorszych łacińskich rymowanek, jakim udało się nie zginąć w mrokach średniowiecza: "O fortunatam natam me consule Romam" - czyli rzecz w stylu: "O, jak Rzym szczęśliwie żył / kiedym ja konsulem był".

Miasto jak z pocztówek?

Gdy rozmyślamy o antycznym Rzymie, przed oczami stają nam imponujące gmachy z marmuru, zdobione płaskorzeźbami fasady domów oraz potężne amfiteatry. Krótko mówiąc, wszystko to, co sprawia, że dzisiejsza stolica Włoch to jedno z najbardziej efektownych i najczęściej uczęszczanych przez turystów miast na Ziemi. Jak się jednak okazuje, estetyka nie zawsze szła w parze z rozwojem terytorialnym. Mimo że Rzym zdobył na przestrzeni lat status największego ośrodka miejskiego świata, jego widok musiał być dla przyjezdnych żyjących w I w. p.n.e. dość rozczarowujący:

"Rzym z czasów Cycerona, z blisko milionem mieszkańców, zbudowany głównie z cegły lub miejscowego kamienia, tufu, wciąż stanowił plątaninę krętych ulic i mrocznych zaułków. Przybysz z Aten lub egipskiej Aleksandrii, gdzie było wiele budowli w stylu, jaki przedstawił Maccari, uznałby to miasto za niezbyt imponujące, by nie rzec obskurne. Było ono taką wylęgarnią chorób, że pewien późniejszy rzymski lekarz napisał, iż do zdobycia wiedzy na temat malarii nie trzeba czytać podręczników - w całym mieście widziało się jej przykłady. Rudery z mieszkaniami do wynajęcia zapewniały nędzne kwatery biedakom, ale lukratywne zyski ich pozbawionym skrupułów właścicielom."

Co powiedział tak naprawdę Cezar?

Nasza wiedza dotycząca śmierci Juliusza Cezara, który został zasztyletowany przez spiskowców czerpiemy dziś głównie z kina oraz Szekspirowskiej sztuki zatytułowanej imionami rzymskiego wodza. Beard przypomina, że historyczne źródła wskazują, iż zamach miał nieco bardziej skomplikowany przebieg, niż moglibyśmy sądzić. O mały włos, a zbrodnicza operacja skończyłaby się fiaskiem. Uczestnicy przewrotu byli na tyle zestresowani całą sytuacją, że zadawali ciosy na oślep, prawdopodobnie raniąc się przy tym wzajemnie: "Jeden z nich dał sygnał do ataku, klękając u stóp dyktatora i pociągając go za togę. Zamachowcy uderzali nieco na oślep albo być może strach odebrał im zborność ruchów (...) kilku zamachowców poraniło się nawzajem". Juliusz Cezar miał ponoć przez moment możliwość odwetu, gdyż dysponował w momencie zamachu ostrym rylcem, ostatecznie przeważyła jednak znaczna przewaga liczebna.

Wracając do Szekspira: autorem łacińskich słów "Et tu, Brute?", czyli "I ty, Brutusie (przeciwko mnie)?", przypisywanych przez nas rzymskiemu dyktatorowi, jest tak naprawdę słynny Brytyjczyk. W rzeczywistości Cezar, używając w tamtym momencie greki, rzucił w stronę swojego dawnego przyjaciela: "I ty, dziecię?", co - zdaniem Beard - mogło być zarówno groźbą, jak i sygnałem, że Brutus był tak naprawdę nieślubnym synem dyktatora.

Cesarz PR-u

Następca Juliusza Cezara, Oktawian August, zapisał się w dziejach jako błyskotliwy reformator i władca idealny, nie bez kozery otaczany przez poddanych boską czcią. Beard zastanawia się nad tym, jakie są przyczyny tego stanu rzeczy. Jak wskazuje autorka, początki jego panowania nie rokowały najlepiej. Oktawian dał się poznać jako władca brutalny i gnuśny. Wśród zachowanych świadectw pojawiają się między innymi wzmianki na temat wystawnej biesiady, na której pojawił się w stroju boga Apollina, w czasie, gdy miasto przymierało głodem. Beard poddaje też pod wątpliwość reformatorski zmysł cesarza.

Jak dowodzi, jego wpływ na rzymskie ustawodawstwo bywa przeceniany: "Większość ustaw, które zwykle przypisuje się Augustowi, została oficjalnie wprowadzona albo przynajmniej firmowana przez regularnych urzędników". Autorka sugeruje, że kluczowy okazał się w tym wypadku PR-owy zmysł Augusta, jako żywo przypominający mechanizmy znane ze współczesnej kultury obrazu: "Jedną z jego najbardziej znaczących i trwałych innowacji było zalanie rzymskiego świata swymi portretami: od głów wybitych na miedziakach będących w powszechnym użyciu, po (...) posągi z marmuru i brązu stojące na publicznych placach i w świątyniach oraz miniatury repusowane lub grawerowane na pierścieniach, gemmach i zastawach stołowych. Było to zjawisko na nieznaną dotąd skalę".

Pierwsi feminiści?

W zachwycie nad ateńską demokracją pomijamy fakt, że "każdy obywatel" nie znaczyło bynajmniej "każdy mieszkaniec", a z pełni praw wyborczych mogli się cieszyć jedynie przedstawiciele grup uprzywilejowanych, a więc: wolni mężczyźni. Podobnie jest w przypadku starożytnego Rzymu, który traktujemy jako jedną z ojczyzn swobód obywatelskich i wzór obyczajowej postępowości. W tym wypadku warto wspomnieć o statusie rzymskich kobiet: "Właściwą rolą (...) było być oddaną mężowi, rodzić dzieci, być ozdobą, zarządzać sprawami domowymi oraz wspomagać rodzinny budżet, przędąc i tkając (...) w Rzymie głośno wyrażano nostalgię za surowymi dawnymi czasami, kiedy żony były trzymane krótko".

Aby oddać Rzymianom sprawiedliwość, autorka podkreśla jednak, że sytuacja płci pięknej w starożytnym Rzymie była mimo wszystkim czymś całkiem nowatorskim. "Nie ulega (...) wątpliwości, że Rzymianki ogólnie cieszyły się znacznie większą niezależnością niż kobiety w wielu częściach klasycznego greckiego i bliskowschodniego świata (...) Kobieta nie przyjmowała nazwiska swego męża ani nie przechodziła całkowicie pod jego władzę. Po śmierci ojca dorosła kobieta mogła posiadać własny majątek, kupować i sprzedawać, dziedziczyć albo sporządzać testament oraz wyzwalać niewolników - wiele z tych praw kobiety w Wielkiej Brytanii uzyskały dopiero w latach siedemdziesiątych XIX wieku".

Śmierć parodysty

Wielką zaletą dzieła Beard jest niewątpliwie wgląd w obyczajowość Rzymian, jaki otrzymujemy podczas lektury. Mieszkańcy imperium jawią się nam jako postaci z krwi i kości, które marzą, pragną i nienawidzą. A także: poszukują rozrywki, która często okazuje się tragiczna w skutkach. I nie chodzi tu bynajmniej o kojarzone z Wiecznym Miastem walki gladiatorów, a o - pozornie niewinne - sztuki sceniczne.

Opisany przez autorkę incydent, do jakiego doszło w roku 91 p.n.e. w Askulum, stanowi wyraźny sygnał, że rzymskie imperium nie należało wcale do państw jednolitych kulturowo. "Podekscytowana publiczność, złożona zarówno z Rzymian, jak i miejscowych, oglądała jakieś występy w miejskim teatrze, kiedy akcja wyszła poza scenę. Rzymska część widowni, oburzona antyrzymską postawą jednego z komików, zaatakowała go z taką wściekłością, że pozbawiła go życia. Jako następny wystąpić miał wędrowny aktor latyńskiego pochodzenia, uwielbiany przez rzymską publiczność za swoje żarty i talent parodystyczny. Przerażony, że druga część widowni zwróci się teraz przeciwko niemu, nie miał wyboru, jak tylko wyjść na scenę, gdzie dopiero co zabito jego poprzednika, i dowcipem wybrnąć z opresji. 'Ja też nie jestem Rzymianinem - powiedział widzom. - Przemierzam wzdłuż i wszerz Italię i zabiegam o względy ludzi, bawiąc ich i sprawiając im radość. Oszczędźcie więc jaskółkę, której bogowie pozwalają gnieździć się bezpiecznie we wszystkich waszych domach!' Słowa te poruszyły ich i usiedli z powrotem, by obejrzeć resztę widowiska. Ale było to tylko krótkie komiczne interludium: wkrótce potem wybito do nogi wszystkich Rzymian w mieście".

Religia czynów

Częstym błędem, który popełniamy, rozmyślając o czasach najdawniejszych, jest interpretowanie zachowań mieszkańców antycznej Europy poprzez pryzmat wzorców najbardziej nam znanych. W wypadku starożytnego Rzymu, dotyczy to między innymi religijności jego mieszkańców. Bogobojny Rzymianin, w przeciwieństwie do chrześcijan czy muzułmanów, nie myślał wcale o indywidualnym zbawieniu. Jego stosunek do poszczególnych bóstw był zdecydowanie bardziej pragmatyczny, sam kult natomiast nie posiadał żadnego sformalizowanego, instytucjonalnego charakteru:

"W Rzymie nie było żadnej doktryny jako takiej, żadnych świętych ksiąg i w zasadzie nawet niczego, co moglibyśmy nazwać systemem wierzeń. Rzymianie wiedzieli, że bogowie istnieją; nie wierzyli w nich w zinternalizowanym sensie znanym z większości religii współczesnego świata. [Religia] skupiała się głównie na należytym odprawianiu rytuałów, które miały pielęgnować związek między Rzymem a bogami, i w ten sposób zapewniać miastu sukces i dobrobyt. Ofiary ze zwierząt stanowiły centralny element większości tych obrzędów, które poza tym były niezwykle zróżnicowane. (...) Podczas lutowego święta Luperkaliów, na przykład, młodzi mężczyźni biegali nago po mieście, chłoszcząc każdą napotkaną kobietę (...). Ogólnie rzecz biorąc, była to religia czynów, a nie wiary".


http://ksiazki.wp.pl/gid,18613550,page, ... leria.html

Awatar użytkownika
Fredzia
 
Posty: 8
Rejestracja: 15 paź 2016, 10:48
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 1 raz

Wróć do Psychologia

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości

serwis laptopów serwis komputerowy informatyk Acer Apple Asus Dell Fujitsu HP, Compaq Lenovo MSI Packard Bell Prestigio Samsung Sony Toshiba LG eMachines naprawa tabletów Augustów Bielsk Podlaski Siemiatycze Hajnówka Suwałki Łapy Łomża Wasilków Wysokie Mazowieckie